poniedziałek, 04 października 2010
poniedziałek - udany?
UWAGA: to jest ostatni wpis na tym blogu. Następne na: http://kotnagalezi1.blox.pl/html. Serdecznie zapraszam Z wrodzoną sobie bystrością i refleksem szachisty zauważyłam, że wieczorem jest w mieszkaniu chłodno, a nad ranem budzi mnie zimno. Dotykałam żeberek (kaloryfera, nie swoich czy kota) - ciepłe. Dopiero za trzecim razem pomacałam cały kaloryfer i wydało się. Na dwanaście zeberek tylko trzy pracują. Reszta jeszcze w uśpieniu letnim. Tak, żeberka zapadają w letni sen. Postanowiłam więc iść do spółdzielni, aby zgłosić awarię. Na sąsiednim gęstym krzewie ptaki robiły wielki hałas. O co poszło? Nie wiem, może ichni Palikot podsumowywał ptasią scenę polityczną? Nie mają mediów, nie pokażą ich i nie opiszą. Mają lepiej niż ludzie
piątek, 01 października 2010
piatek - wiersz "Październik" Jana Brzechwy
czwartek, 30 września 2010
czwartek - "Solidarny Wrocław"
Z okazji trzydziestej rocznicy podpisania porozumień sierpniowych Ośrodek „Pamięć i Przyszłość” oraz dolnośląska „Solidarność” zorganizowały wystawę pt. „Solidarny Wrocław”. Wybrałam się na nią w środę 29 września po godzinie 13-tej. Pogoda przygotowała mnie do odbioru – było pochmurnie, zimno i padało. Wiedziałam, że przy wejściu witają gości PRL-owskie bufetowe więc na ich uprzejme „czego?’ odpowiedziałam „biletu ulgowego”. - A czy wie, ze o godzinie 14-tej zamykamy na przerwę? - Nie wie ale jest zdolna i zdąży wszystko obejrzeć. Przerwa jest potrzebna, aby sprawdzić czy wszystkie eksponaty są na swoim miejscu i czy coś nie zginęło. Ulgowy bilet kosztuje 2,50 zł, dostajemy wraz z nim folder objaśniający ekspozycję. Można też kupić za 10,- złotych album. Przeszłam na lewo – stoi tam stos różnych telewizorów w których zmiennie pojawia się gen. Jaruzelski z przemówieniem o wprowadzeniu stanu wojennego. Ten głos i słowa cały czas towarzyszą mi przy zwiedzaniu. Wystawa przedstawia zarówno ważne wydarzenia z lat 80-tych jak i życie codzienne jak kiosk Ruchu z ówczesną prasą, papierosami, mydłami. Także plakaty, tabliczki zakazujące i ostrzegające, automat telefoniczny, pojemnik z koksem przy którym grzali się żołnierze zimą stanu wojennego. Wstrząsająca jest czarna rotunda, na jej ścianach napisano nazwiska osób zamordowanych w tym okresie, a lektor beznamiętnym głosem je wymienia. Mamy tam m.in. przedstawiony jakby cykl fabularny: - pokój opozycjonisty gdzie na regale leżą druki z drugiego obiegu, radio jest nastawione na „Wolną Europę”, na podłodze biały materiał z niedokończonym napisem „Solidar….”, a za oknem miga milicyjny „kogut”, - pokój przesłuchań z krzywą podłogą jak cała rzeczywistość, przewróconym stołkiem i ostrym światłem lampy, - sala sądowa, na jej ścianach akty oskarżenia, wyroki, zdjęcia skazanych, godłem bez korony wiszącym do góry nogami, - cela więzienna z piętrowymi łóżkami, w tle piosenka ułożona przez internowanych, to znam z autopsji, - makieta symbolicznej ścieżki zdrowia za pomocą której przekonywano opornych do najlepszego z ustrojów. Osobne działy są poświęcone papieżowi Janowi Pawłowi II, duchowieństwu wrocławskiemu pomagającemu opozycji. Na środku sali stoi wyjeżdżający z podziemia czerwony fiat 126 jakim wieziono 80 milionów „Solidarności” pobrane z banku na kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. Wystawa kończy się „okrągłym stołem” i wolnymi wyborami. Zwiedzając ją poczułam się jak jeden z eksponatów i ogromną ulgę, że już nigdy nas to nie spotka. Ekspozycję polecam szczególnie tym, którzy narzekają na dzisiejszą rzeczywistość. Młodzież i tak tam w ramach zajęć szkolnych. Pamięć można sobie odświeżyć od wtorku do niedzieli od godziny 10,00 do 20,00 z przerwą od godz. 14,00 do 15,00, we Wrocławiu na pl. Społecznym.
poniedziałek, 27 września 2010
poniedziałek - smutki i radości
Smutki i radości objawów starościIdę ulicą – ktoś mi się kłania. Oddaję ukłon – Z trzeciego piętra schodzę radośnie, Siedzę i czytam. Nagłe myśl żywa jakimś Jadę na urlop. Prasuję spodnie, żeby wśród Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy Pomimo moich najlepszych chęci – nie Dwa razy dziennie – raz przy śniadaniu, a Żuję kolację – w niej polędwica me Co prawda wigor z wolna przekwita, lecz po aut. Reiner Kern, tłum. Tadeusz Rejniak poniedziałek - totalna awaria
Swój wpis zatytułowałam awaria choć miałam na mysli pogodę. Ale deszczowo brzmiałoby banalnie. Przypomniało mi się jak kolega pracowy zadzwonił do dyrekcji i powiedział, że ma awarię głowy. Miał na myśli, że go boli. W telewizji zaczęły się reklamy środków przeciw przeziębieniu. Nie lubię podróżować. I mam rację - właśnie oglądam relację z wypadu autokaru i mercedesa. Wolę wycieczki w głąb siebie samej. Też trochę niebezpieczne są.
niedziela, 26 września 2010
niedziela - anioł i diabeł stróż
W poprzednim wpisie zachęcałam do przeczytania tekstu o aniołach. Jeśli chodzi o moje prywatne doświadczenia to jestem przekonana, że każdy ma swojego zarówno anioła jak i diabla stróża. I jakość życia człowieka zależy od tego jacy oni są. Mój anioł stróż ma problem alkoholowy, a diabeł jest pracoholikiem. Raz na 10 lat anioł zaciąga diabła na wódkę. Diabeł nie ma za mocnej głowy więc kaca leczy długo. I wtedy anioł zwija się jak w ukropie, aby mi troszkę pomóc. Niestety anioł urodził się wraz ze mną, szybko wpadł w nałóg i długie, długie lata diabeł działał na zasadzie: hulaj dusza, piekła nie ma. Wreszcie po 35 latach anioł zaczął się leczyć i odrobinę mi pomagać. Diabeł robi co może, aby mi mącić, często mu się udaje ale anioł jest, nareszcie, jego równorzędnym partnerem i zwycięstwo w toczonych bojach raz przechyla się na jedną stronę, raz na drugą. Ale co diabeł naniszczył naprawić się już nie da. Na skutek różnych przeciwności wiele osób jest zgorzkniałych i sfrustrowanych. Wtedy najchętniej mówią o złych ludziach, politykach, znajomych, rodzinie. I mam wrażenie, że ich to bardzo cieszy. Obrażają się na tych, którzy nie są tym zachwyceni bo nie potwierdzają ich świetności i racji. Mnie jest szkoda czasu i energii na takie jałowe zajęcia. Wolę to co mnie rozwija niż niszczy. Sztuka życia na tym polega, wg mnie, aby mimo wszystko nie narzekać, nie nudzić i nie marudzić. I zająć się czymś sensownym.
sobota, 25 września 2010
sobota - jesień oby złota
Jesień u fryzjera - Przeczytajcie o aniołach: http://www.infotuba.pl/spoleczenstwo/religia/sledztwo_w_sprawie_przesladowania_aniolow_a9726.xml
piątek, 24 września 2010
piątek - film"Matka Teresa od kotów"
"Matka Teresa od kotów" w rezyserii Pawła Sali nie jest biografią Matki Teresy z Kalkuty ani filmem o kotach. To film o rozpadzie współczesnej rodziny. Matka jest agentką ubezpieczeniową zabieganą w poszukiwaniu klientów. Jej mąż, zawodowy żołnierz, po powrocie z misji wojskowej nie może się odnaleźć. Mają troje dzieci, najstarszego Artura, młodszego Marcina i kilkuletnią Jadzię. Mieszka z nimi kuzynka Teresy Ewa oraz kilka kotów. Na pierwszy plan wybija się postać Artura świetnie zagrana przez Mateusza Kościukiewicza. Jest on sfrustrowanym, pełnym pretensji do całego świata, poszukującym sensu życia w czarnej magii dwudziestodwuletnim młodzieńcem. Całkowicie podporządkował sobie dwunastoletniego brata wpatrzonego w niego jak w obraz. Z pozostałymi członkami rodziny to mu się nie udaje co budzi jego wściekłość. Bo kto mu się nie podporządkuje ten jest wrogiem. Matka nie daje sobie rady ze złem tkwiącym w synu, a ukojenie znajduje w opiece nad kotami. Ojciec odchodzi z domu. Film jest opowiadany od końca. Cofamy się w czasie o dwa, pięć, siedem dni, tygodnie, miesiące. Od początku wiemy, że synowie zabili matkę i umieścili jej ciało w szafie. Dlaczego? Co takiego się stało w pozornie normalnej rodzinie, że doszło do matkobójstwa? Film jest oparty na prawdziwym zdarzeniu ale odpowiedź musimy znaleźć sami. Reżyser znalazł aktorów, ktorzy są najmocniejszą stroną tej opowieści: Ewa Skibińska, Mateusz Kościukiewicz, Filip Garbacz, Mariusz Bonaszewski.
poniedziałek, 20 września 2010
poniedzialek - Zusak M. "Posłaniec"
O autorze: Markus Zusak urodził się w 1975 roku w Sydney. Tam mieszka, pisze, czasem uczy w szkole średniej języka angielskiego oraz gra w drużynie piłkarskiej nieodnoszącej sukcesów. Napisał kilka powieści z których najsławniejsza to „Złodziejka książek”.
O książce: Bohaterem „Posłańca” jest dziewiętnastoletni Ed Kennedy z zawodu taksówkarz. Żyje z dnia na dzień, w ruderze wynajmowanej za grosze stojącej za miastem. W towarzystwie siedemnastoletniego śmierdzącego psa o imieniu Odźwierny. W wolnym czasie czyta książki lub gra w karty z przyjaciółmi: Marvem, Ritchiem i Audrey, którą kocha bez wzajemności. Matka go nie lubi bo zbyt przypomina nieżyjącego męża, który zawiódł jej nadzieje na lepsze życie. Pewnego dnia Ed dostaje list z asem karo na którym podano trzy adresy. Pojęcia nie ma co ma zrobić z tą informacją. Nie wyrzuca jej tylko sprawdza kto tam mieszka, obserwuje mieszkańców. I pomaga im. Potem dostaje następne asy ze wskazówkami. A na końcu jokera z własnym adresem. „Posłaniec” to książka o dorastaniu. O stawaniu się człowiekiem dostrzegającym innych ludzi. Ed działaniem na ich rzecz pomaga nie tylko im ale i sobie. Bo dzięki temu zaczął więcej widzieć, rozumieć i czuć. Przesłaniem ksiązki według mnie to: „Dostrzegaj i pomagaj innym ale nie zapominaj też o sobie”. Zarówno „Złodziejka książek” jak i „Posłaniec” to pozycje godne polecenia bo w prosty sposób przekazują nam to co najważniejsze w życiu czyli: nie żyjesz tylko dla siebie, nie marnuj życia, swoich zdolności i możliwości. Obserwuj i pomagaj jeśli możesz a staniesz się w pełni człowiekiem i będzie to brzmieć dumnie. poniedziałek - dwie wystawy
Dobrze zaczęłam tydzień, obejrzałam dwie wystawy. Do Muzeum Narodowego zaprosiła mnie kuratorka wystawy "Linoryty" Teresy Jakubowskiej. Autorka ukończyła Wydział Nauk Pięknych Uniwersytetu im. M. Kopernika w Toruniu. Od lat jest znaną graficzką. Przedstawione prace podarowała wrocławskiemu Muzeum Narodowemu. Są one w dużym formacie odbite na bibułce japońskiej. Na otwarciu kuratorka Magdalena Szafkowska powiedziała, że z wielu prac wybrała te o filozoficznym przesłaniu. Jako pierwsza wisi praca pt. "Kolejka" na ktorej tłum ludzi pcha się bezładnie pod górę do kolejki górskiej. A ta przewozi trumny. Jest też cykl "Historia Dedala i Ikara" (zdjęcie powyżej), "Corrida" przedstawiająca cierpienie byka z trzema pikami w karku i żądną krwi gawiedź oraz cykl japoński. Bardzo zachęcam do obejrzenia tej wystawy. ******************************************* Natomiast galeria "Za Szafą" przy ul. św. Marcina 4 prezentuje fotografie Krzysztofa Kowalskiego pt. "Głos kamieni". Motto wystawy brzmi: "...jeśli Oni będą milczeć kamienie wołać będą" Ewangelia wg Łukasza 19.40. Autor prezentuje kamienie a raczej fragmenty skał. Ich najróżniejsze kolory od białego przez różowy, buraczkowy. Oraz to co im towarzyszy - zielony mech, trawa zielona i uschnęte jej źdźbła, a nawet koniczyna. Kamienie są symbolem wiecznego milczenia, bezruchu, pasywności. Ale to nie jest cała prawda o nich. Podlegają przecież erozji, ruchowi wynikającym z obrotu Ziemi czy działań człowieka. Odporne bardziej niż ludzie ale też rownie jak oni łatwe do zniszczenia. Nie przechodźmy więc obojętnie obok ludzi i kamieni.
|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ulubione
Tagi
|