piątek, 05 stycznia 2018
niedziela - "Kapuściński non-fiction" A. Domosławskiego

 

   

Ci z Was, którzy wskutek medialnego szumu spodziewacie się, że jest to książka plotkarska - porzućcie wszelką nadzieję.

  Jest to opowieść o chłopcu z Pińska, synu skromnych nauczycieli, urodzonym w 1932 roku. Po wojnie studiował historię i był bardzo gorliwym dzialaczem ZMP. Z powodów ideowych zapisał się do partii. Pracowal w "Sztandarze Młodych"  gdzie umieszczał zaangażowane wiersze i reportaże.

  Początek książki brzmi: "Przede wszystkim rzuca się w oczy uśmiech. Zawsze uśmiech, wszędzie uśmiech". Przyjaciel mówi, że według niego Kapuściński żył w swiecie sekretów, skrywał wiele tajemnic osobistych, politycznych, pisarskich".

"Wiedział wiele, bardzo wiele o świecie, o innych ludziach, a o sobie wiedzial mało. Nie znał siebie".

Domosławski jeździł po swiecie śladami Kapuscińskiego, rozmawiał z jego rodziną, znajomymi, słuchaczami kursów dziennikarskich, przeczytał wywiady.

Motto ksiązki to wypowiedź Gabriela Garcii Marqueza: "Każdy człowiek ma trzy życia: publiczne, prywatne i sekretne".

Autor tej książki odbrązawia Kapuścińskiego ale też i broni, próbuje wytłumaczyć, zrozumieć.

Kapuściński:

"Nigdy nie chodziły mi po głowie takie rzeczy jak domek, dostatek, spokój... Potrzebowałem ruchu, zmian. Mnie odpowiada sytuacja frontowa, konfliktowa, lubię być z ludźmi. którzy walczą, nie chcę poprzestawać na obserwowaniu, chcę uczestniczyć".

Dlaczego jego książki są tak popularne? Bo łączą sensacyjną lub awanturniczą opowieść z wiadomościami  o ważnych wydarzeniach na świecie, liryczną zadumę i ogólnoludzką refleksję w dodatku jest to pięknie napisane.

Z "Lapidarium": "Wielka popularność wszelkich biografii. Jest w tym jakiś odruch samoobrony człowieka przed postępującą anonimowiścią świata. W ludziach nadal istnieje potrzeba obcowania (choćby przez lekturę) z kimś konkretnym, jedynym, kto ma imię,twarz, nawyki, pragnienia".   

Tagi: recenzja
22:49, alodia1949 , o ksiązce
Link Dodaj komentarz »
niepoważnie i serio

Rozrywki mojego diabła stróża z poprzedniego roku kontynuują się. W mikołajowym prezencie dostałam od koleżanki:

zaparzaczka1

I uznałam, że to jest SOLNICZKA! Stoi w kuchni i ciągle zapominam ją napełnić. Dopiero z tegorocznego listu od tejże koleżanki wynikło, że jest to zaparzaczka do herbaty. Tom się obśmiała.

Pod koniec grudnia 2017 roku okazało się, że w kieszeni kurtki mam tylko jedną rękawiczkę. Śliczna nie była więc ją wyrzuciłam. A dzisiaj wracając do domu w korytarzu na murku zobaczyłam jakąś rękawiczkę. Widziałam ją i wczoraj ale przekonana byłam, że jest czarna czyli nie moja. Moja jest przecież brązowa. Dziś coś mnie tknęło (obudziłam się na chwilę z zimowego snu? Alem przecież nie niedźwiedzica), wzięłam ją do ręki i obejrzałam. No, moja! No i mam znowu jedną rękawiczkę, ha,ha,ha.

Tu przypomniał mi się dowcip:

Idzie facet przez tajgę w jednym bucie. Spotyka drugiego, który go pyta:

- Zgubiłeś but?

A pierwszy odpowiada:

- Nie,  znalazłem.

*******************************************

Nie znalazłam a dostałam pocztą legitymację osoby represjonowanej z powodów politycznych:

legitym

 

poniedziałek, 04 października 2010
poniedziałek - udany?

 UWAGA: to jest ostatni wpis na tym blogu. Następne na: http://kotnagalezi1.blox.pl/html. Serdecznie zapraszam

  Z wrodzoną sobie bystrością i refleksem szachisty zauważyłam, że wieczorem jest w mieszkaniu chłodno, a nad ranem budzi mnie zimno. Dotykałam żeberek (kaloryfera, nie swoich czy kota) - ciepłe. Dopiero za trzecim razem pomacałam cały kaloryfer i wydało się. Na dwanaście zeberek tylko trzy pracują. Reszta jeszcze w uśpieniu letnim. Tak, żeberka zapadają w letni sen. Postanowiłam więc iść do spółdzielni, aby zgłosić awarię.
Zamknęłam drzwi, natychmiast o tym zapomniałam i gdy minęłam jużdwa piętra zastanawiałam się czy nie wrócić, aby to sprawdzić. Ale usłyszałam głosy poniżej z ktorych domyśliłam się, że tam jest hydraulik.  I okazało się, że spółdzielniany. Już miałam z nim styczność. Typ jest tego rodzaju, że MUSI nadawać, nudzić i marudzić:
- że mieszkam tak wysoko; nic nie poradzę, że czteropiętrowy budynek nie ma windy,
- że kaloryfer jest zastawiony szafą i trzeba ją wysunąć, bo się nie może dostać do zaworu,
- że nie ma odpowiednich narzędzi,
- że nie ma warunków do pracy itd itp...
Przerabiałam to wiosną więc się nie przejęłam, a pretensję poleciłam mieć do tych co wybudowali takie M-0, czyli 19m2 jako mieszkanie.
W międzyczasie porozmawiałam trochę z jego kolegą. I wyszło, że mają takiego samego szefa jak ja ostanią dyrekcję. Czyli kłopoty to sprawa i ból głowy pracowników, splendory i pochwały tylko dla przełożonych. Jak dobrze, że już nie pracuję!
Hydraulik sobie upuścił pary, kaloryferowi powietrza i wody. Jest wieczór, żeberka ciepłe.
Musiałam zanieść do spółdzielni wykaz stanu wodomierzy więc wstąpiłam do działu technicznego, aby pochwalić fachowca, że od razu zareagował na moją prośbę. Uważam, że należy chwalić ludzi jeśli jest za co.
Gorzej miałam przy kupowaniu smyczy do pendriva - młodzieniec był w stanie... żadnym. To znaczy mowił, reagował i ruszał się jak wcielenie anemii. Nie zażył dopalacza?

Dzień był złotopolskojesienny, więcej takich poproszę. Na ławeczkach Skweru Nowowiejskiego wygrzewali się starsi i młodsi. Do pokruszonej bułki na brzegu stawu startowały kaczki, gołębie i wróble.

Na sąsiednim gęstym krzewie ptaki robiły wielki hałas. O co poszło? Nie wiem, może ichni Palikot podsumowywał ptasią scenę polityczną? Nie mają mediów, nie pokażą ich i nie opiszą. Mają lepiej niż ludzie

piątek, 01 października 2010
piatek - wiersz "Październik" Jana Brzechwy

 

         

Październik - Jan Brzechwa
Nad ranem jeszcze bielał szron,
A oto już się dzień płomieni.
I stoi mój rówieśnik - klon
W pozłocie słońca i jesieni.

Jastrzębie, wypatrując cel,
Jak dwa przecinki tkwią w bezkresie.
I resztką sił wesoły chmiel
Po drzewach do nich w górę pnie się.

Obłoki wolno suną wpław
Jak rozsypane piórka gęsie,
A w dole, popatrz - usnął staw
I znieruchomiał cały w rzęsie.

Nad polną drogą nagi grab
Wyciąga sęki uroczyście
I dźwięczy śmiech rumianych bab
Odmiatających suche liście.

Zaczepny szczeniak w gąszczu traw
Z indykiem śmieszną walkę stacza,
A wierzba zapatrzona w staw
Nie widzi tego - i rozpacza.

Przelatujące stado wron
Rzuca na trawę smugi cieni,
I stoi mój rówieśnik klon
W pozłocie słońca i jesieni.

Sklepioną dłonią skupiasz cień
Nad zapatrzonym w górę wzrokiem,
Ale już wkrótce zgaśnie dzień
W niebie na pozór tak wysokim.

Z moczarów, z okolicznych łąk
O zmierzchu wczesny chłód przenika,
I szybko spada słońca krąg
W pobliskie mroki października.

Dnia jutrzejszego mądry sens
Wypełnia noc jak szept miłosny
I w twoich oczach, w cieniu rzęs
Czytam zapowiedź nowej wiosny.

 
 
   

 

 

 
 
 
czwartek, 30 września 2010
czwartek - "Solidarny Wrocław"

 

   Z okazji trzydziestej rocznicy podpisania porozumień sierpniowych Ośrodek „Pamięć i Przyszłość” oraz dolnośląska „Solidarność” zorganizowały wystawę pt. „Solidarny Wrocław”.

Wybrałam się na nią w środę 29 września po godzinie 13-tej. Pogoda przygotowała mnie do odbioru – było pochmurnie, zimno i padało.

 Wiedziałam, że przy wejściu witają gości PRL-owskie bufetowe więc na ich uprzejme „czego?’ odpowiedziałam „biletu ulgowego”.

- A czy wie, ze o godzinie 14-tej zamykamy na przerwę?

- Nie wie ale jest zdolna i zdąży wszystko obejrzeć.

Przerwa jest potrzebna, aby sprawdzić czy wszystkie eksponaty są na swoim miejscu i czy coś nie zginęło.

Ulgowy bilet kosztuje 2,50 zł, dostajemy wraz z nim folder objaśniający ekspozycję. Można też kupić za 10,- złotych album.

Przeszłam na lewo – stoi tam stos różnych telewizorów w których zmiennie pojawia się gen. Jaruzelski z przemówieniem o wprowadzeniu stanu wojennego. Ten głos i słowa cały czas towarzyszą mi przy zwiedzaniu.

   Wystawa przedstawia zarówno ważne wydarzenia z lat 80-tych jak i życie codzienne jak kiosk Ruchu z ówczesną prasą, papierosami, mydłami. Także plakaty, tabliczki zakazujące i ostrzegające, automat telefoniczny, pojemnik z koksem przy którym  grzali się żołnierze zimą stanu wojennego.

   Wstrząsająca jest czarna rotunda, na jej ścianach napisano nazwiska osób zamordowanych w tym okresie, a lektor beznamiętnym głosem je wymienia.

  Mamy tam m.in. przedstawiony jakby cykl fabularny:

- pokój opozycjonisty gdzie na regale leżą druki z drugiego obiegu, radio jest nastawione na „Wolną Europę”, na podłodze biały materiał z niedokończonym napisem „Solidar….”, a za oknem miga milicyjny „kogut”,

 - pokój przesłuchań z krzywą podłogą jak cała rzeczywistość, przewróconym stołkiem i ostrym światłem lampy,

 - sala sądowa, na jej ścianach akty oskarżenia, wyroki, zdjęcia skazanych, godłem bez korony wiszącym do góry nogami,

 - cela więzienna z piętrowymi łóżkami, w tle piosenka ułożona przez internowanych, to znam z autopsji,

 - makieta symbolicznej ścieżki zdrowia za pomocą której przekonywano opornych do najlepszego z ustrojów.

  Osobne działy są poświęcone papieżowi Janowi Pawłowi II, duchowieństwu wrocławskiemu pomagającemu opozycji.

 Na środku sali stoi wyjeżdżający z podziemia czerwony fiat 126 jakim wieziono 80 milionów „Solidarności” pobrane z banku na kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego.

 Wystawa kończy się „okrągłym stołem” i wolnymi wyborami.

 Zwiedzając ją poczułam się jak jeden z eksponatów i ogromną  ulgę, że już nigdy nas to nie spotka.

  Ekspozycję polecam szczególnie tym, którzy narzekają na dzisiejszą rzeczywistość. Młodzież i tak tam w ramach zajęć szkolnych.

Pamięć można sobie odświeżyć od wtorku do niedzieli od godziny 10,00 do 20,00 z przerwą od godz. 14,00 do 15,00, we Wrocławiu na pl. Społecznym.    

poniedziałek, 27 września 2010
poniedziałek - smutki i radości

Smutki i radości objawów starości

Idę ulicą – ktoś mi się kłania. Oddaję ukłon –
znam przecież drania: ta twarz, ten uśmiech i
ten błysk w oku... To miły facet, znam go od
roku. Jakże u diabla on się nazywa?... Dziura
w pamięci. Czasem tak bywa. Wtedy myśl
smutna w głowie się rodzi: Nic nie poradzisz –
starość nadchodzi.

Z trzeciego piętra schodzę radośnie,
bo w kalendarzu ma się ku wiośnie,
no i spaceru gna mnie potrzeba
zwłaszcza, że słońce i błękit nieba...
Gdy już po parku idę alei
nagle pot zimny koszulę klei,
bowiem pytanie w głowie mi tkwi:
czy aby kluczem zamknąłem drzwi?
W spiesznym powrocie znów myśl się rodzi:
Nic nie poradzisz – starość nadchodzi.

Siedzę i czytam. Nagłe myśl żywa jakimś
pragnieniem z fotela zrywa. Robię trzy
kroki, staję przy szafie i jak to ciele na
nią się gapie... Pojęcia nie mam po co ja
wstałem? Czego tak bardzo i nagle
chciałem? Oj, coraz bardziej mi to już
szkodzi, że ta nieszczęsna starość
nadchodzi.

Jadę na urlop. Prasuję spodnie, żeby wśród
ludzi wyglądać godnie. Biorę walizkę, pędzę
nad morze... Lecz tam miast śledzić
dziewczyny hoże, zamiast podziwiać plażowe
akty... ...Czy wyłączyłem wtyczkę z kontaktu?
Może dom spłonął? Strach -we mnie godzi...
Tak to jest kiedy starość nadchodzi.

Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy
zaoszczędziłem trochę pieniędzy. W
dużej kopercie, zamkniętej klejem,
dobrze ukryłem je przed złodziejem I
teraz... już od paru miesięcy nie mogę
znaleźć moich tysięcy. Ech. Nie
pojmiecie tego wy młodzi jak miło żyć
gdy starość nadchodzi.

Pomimo moich najlepszych chęci – nie
zawsze mogę ufać pamięci. Więc by jej
pomóc, a przez nią sobie, czasem na
chustce węzełki robię. A potem jeden Bóg
wiedzieć raczy co który węzeł ma dla mnie
znaczyć? Choć mi się nawet nieźle
powodzi, wciąż mam kłopoty. Starość
nadchodzi.

Dwa razy dziennie – raz przy śniadaniu, a
potem w obiad, po drugim daniu zażywam
leki, tabletki białe: cztery połówki i cztery
całe. Często się pieklę /bom nie aniołem/, gdy
w obiad nie wiem czy rano wziąłem? Tę
gorycz klęski wątpliwie słodzi wiedza, że oto
starość nadchodzi.

Żuję kolację – w niej polędwica me
podniebienie smakiem zachwyca.
Pogodnie dumam o tej starości.... Czy ona
musi stale nas złościć? Przecież jest
piękna. Masz sporo czasu.. Chcesz iść nad
wodę, albo do lasu, to sobie idziesz – nikt
ci nie broni. Z łóżka zbyt wcześnie też nikt
nie goni, bowiem nie musisz pędzić do
pracy jak wszyscy twoi młodsi rodacy.

Co prawda wigor z wolna przekwita, lecz po
co wigor u emeryta? Podwyżki pensji już nie
wyprosisz, należną gażę poczta przynosi...
Spokojnie patrzysz jak świat się zmienia, gdyż
wiek ci daje mądrość spojrzenia.... Więc
wiwat starość! Niechaj nam służy, nawet gdy
trochę chwilami nuży, Bowiem – jak sądzę – w
tym jest rzecz cała, by jak najdłużej ta starość
trwała...

aut. Reiner Kern, tłum. Tadeusz Rejniak

19:41, alodia1949 , wiersz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek - totalna awaria

 

   Swój wpis zatytułowałam awaria choć miałam na mysli pogodę. Ale deszczowo brzmiałoby banalnie. Przypomniało mi się jak kolega pracowy zadzwonił do dyrekcji i powiedział, że ma awarię głowy. Miał na myśli, że go boli.

W telewizji zaczęły się reklamy środków przeciw przeziębieniu.
Tak więc mamy kolejną awarię pogody. Pada ale nie leje. I zimno. W cieplejszych ubiorch czułam się dzisiaj jak w pancerzu. Poszłam zrobić kserokopię materiałów do kolażu o "S", opłacić energię i drobne zakupy w owadzim markecie. Stamtąd też wzięłam ulotki, wycięłam z nich ilustracje do następnych prac.
W dodatku mam awarię pośladka. Skutek alergii choć codziennie biorę tabletkę odczulającą. Ot, wszystko czego się dorobiłam to choroba zawodowa czyli alergia. Swędzi i piecze mimo maści. To chyba na zasadzie: jak po 40-tce wstajesz i nic cię nie boli...". Trudno
.

Nie lubię podróżować. I mam rację - właśnie oglądam relację z wypadu autokaru i mercedesa. Wolę wycieczki w głąb siebie samej. Też trochę niebezpieczne są.  

niedziela, 26 września 2010
niedziela - anioł i diabeł stróż

W poprzednim wpisie zachęcałam do przeczytania tekstu o aniołach.

Jeśli chodzi o moje prywatne doświadczenia to jestem przekonana, że każdy ma swojego zarówno anioła jak i diabla stróża. I jakość życia człowieka zależy od tego jacy oni są. Mój anioł stróż ma problem alkoholowy, a diabeł jest pracoholikiem.

Raz na 10 lat anioł zaciąga diabła na wódkę. Diabeł nie ma za mocnej głowy więc kaca leczy długo. I wtedy anioł zwija się jak w ukropie, aby mi troszkę pomóc. Niestety anioł urodził się wraz ze mną, szybko wpadł w nałóg i długie, długie lata diabeł działał na zasadzie: hulaj dusza, piekła nie ma. Wreszcie po 35 latach anioł zaczął się leczyć i odrobinę mi pomagać.

Diabeł robi co może, aby mi mącić, często mu się udaje ale anioł jest, nareszcie, jego równorzędnym partnerem i zwycięstwo w toczonych bojach raz przechyla się na jedną stronę, raz na drugą. Ale co diabeł naniszczył naprawić się już nie da.
Nie neguję wcale naszej wolnej woli i charakteru ale bardzo często było i jest tak, że moja życzliwość, praca, wysiłek były czy są nie tylko nie nagradzane ale spotykają się z działaniami wymierzonymi we mnie. W pracy mobbing (dlatego bardzo sobie chwalę emeryturę), zawiść, zazdrość i tego typu miłe cechy. I to nazywam diabłem.

Na skutek różnych przeciwności wiele osób jest zgorzkniałych i sfrustrowanych. Wtedy najchętniej mówią o złych ludziach, politykach, znajomych, rodzinie. I mam wrażenie, że ich to bardzo cieszy. Obrażają się na tych, którzy nie są tym zachwyceni bo nie potwierdzają ich świetności i racji.

 Mnie jest szkoda czasu i energii na takie jałowe zajęcia. Wolę to co mnie rozwija niż niszczy. Sztuka życia na tym polega, wg mnie, aby mimo wszystko nie narzekać, nie nudzić i nie marudzić. I zająć się czymś sensownym.

sobota, 25 września 2010
sobota - jesień oby złota

 

 Jesień u fryzjera -

Przyszła jesień
do fryzjera:
- Proszę mną się zająć teraz!
Lato miało włosy złote,
ja na rude mam ochotę.
No, bo niech pan
spojrzy sam,
rudo tu i rudo tam.
Mówi fryzjer:
- Rzeczywiście!
Dookoła rude liście,
ruda trawa, rude krzaki,
chyba modny kolor taki.
Szczotka,
grzebień,
farby fura,
już gotowa jest fryzura.
Woła jesień: - W samą porę!
Płacę panu muchomorem!".

Przeczytajcie o aniołach: http://www.infotuba.pl/spoleczenstwo/religia/sledztwo_w_sprawie_przesladowania_aniolow_a9726.xml

21:28, alodia1949 , wiersz
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 września 2010
piątek - film"Matka Teresa od kotów"

 

      "Matka Teresa od kotów" w rezyserii Pawła Sali nie jest biografią Matki Teresy z Kalkuty ani filmem o kotach. To film o rozpadzie współczesnej rodziny.

Matka jest agentką ubezpieczeniową zabieganą w poszukiwaniu klientów. Jej mąż, zawodowy żołnierz, po powrocie z misji wojskowej nie może się odnaleźć. Mają troje dzieci, najstarszego Artura, młodszego Marcina i kilkuletnią Jadzię. Mieszka z nimi kuzynka Teresy Ewa oraz kilka kotów.

Na pierwszy plan wybija się postać Artura świetnie zagrana przez Mateusza Kościukiewicza. Jest on  sfrustrowanym, pełnym pretensji do całego świata, poszukującym sensu życia w czarnej magii dwudziestodwuletnim młodzieńcem. Całkowicie podporządkował sobie dwunastoletniego brata wpatrzonego w niego jak w obraz. Z pozostałymi członkami rodziny to mu się nie udaje co budzi jego wściekłość. Bo kto mu się nie podporządkuje ten jest wrogiem.

Matka nie daje sobie rady ze złem tkwiącym w synu, a ukojenie znajduje w opiece nad kotami. Ojciec odchodzi z domu.

Film jest opowiadany od końca. Cofamy się w czasie o dwa, pięć, siedem dni, tygodnie, miesiące. Od początku wiemy, że synowie zabili matkę i umieścili jej ciało w szafie. Dlaczego? Co takiego się stało w pozornie normalnej rodzinie, że doszło do matkobójstwa? Film jest oparty na prawdziwym zdarzeniu ale odpowiedź musimy znaleźć sami.

Reżyser znalazł aktorów, ktorzy są najmocniejszą stroną tej opowieści: Ewa Skibińska, Mateusz Kościukiewicz, Filip Garbacz, Mariusz Bonaszewski. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
O autorze
Tagi